22 kwi 2016

Dlaczego pisanie jest takie trudne

z cyklu: a u t o t e r a p i a 

Czekałam na nią z utęsknieniem, chociaż wiem, że mało kogo odwiedza. 
Do mnie nie przyszła – piszę na sucho. 

Z pisaniem jest trochę tak, jak ze sprzątaniem – trzeba się za to zabrać i tyle. 
Im więcej planowania w głowie, analizowania i ulepszania na siłę starych pomysłów, tym gorzej. Ile razy czekałam na ten idealny moment! Wszystko sobie zaplanowałam. Wieczór, puste mieszkanie i cisza. Oczywiście nie cisza w pełnym tego słowa znaczeniu, bo w środku miasta jest czymś nieosiągalnym. Dzwonek tramwaju, śpiewający za ścianą sąsiad, szum komputera - to taki akceptowalny poziom hałasu mieszczący się w ciszy. Mieszkanie w porządku, cisza jest, nic tylko pisać. Opanowanie, pełne skupienie, chwila namysłu... i wkracza wena. Teoretycznie. Aż się prosi o wytyczanie nowych horyzontów myślowych i tworzenie siatek refleksji obudowanych wyrafinowanymi metaforami. Ehhh nie w tym życiu, nie w tym życiu.

Podstawowym problemem jest brak cierpliwości
Żądnych przepisu na ekspresowy sukces nie brakuje. I wiecznie te same pytania: jak stać się sławnym, jak się wybić, jak zarobić, jak znaleźć sponsora. Gdyby istniał poradnik pt. "Sto sposobów na zostanie lubianym i popularnym człowiekiem sukcesu" to wydrukowano by go w większej liczbie egzemplarzy niż Biblię, Strażnicę i "Pięćdziesiąt twarzy Greya" razem wzięte. Ale nie istnieje. To będzie banał, jak stąd do Księżyca, ale muszę. Otóż: nie wszystko da się przełożyć na słowa, zawrzeć w formie krótkich porad. Polot i geniusz są czymś nieuchwytnym. Jedni potykają się o sukces, chociaż wcale o niego nie zabiegali. Inni umierają w skrajnej biedzie, żeby okryć się sławą sto lat później. Ale oba scenariusze zdarzają się rzadko. Co więc robić? Nie zniechęcać się na samym początku! Po prostu robić. Lekko parafrazując Virginię Woolf:  

Jedyna rada na temat pisania, jakiej można komuś udzielić, jest taka, by nie słuchać żadnych rad, iść za głosem instynktu, posługiwać się własnym rozumem i dochodzić do własnych wniosków. 

Schematy wypracowane przez kogoś rzadko sprawdzają się u innych
Analiza czyjegoś procesu twórczego potrafi spędzić sen z powiek.  Jak oni to robią? Skąd czerpią inspirację? Kiedy i gdzie piszą? Takie myślenie jest na dłuższą metę pułapką. Nawet jeśli powtórzy się krok po kroku cały rytuał Nabokova łącznie z siedzeniem przy jego biurku i piciem kawy z jego ulubionego kubka, to szanse na to, że urodzi się kolejną "Lolitę" są wciąż marne. Oczywiście ciekawość i naśladownictwo są czymś naturalnym, ale wieczne porównywanie się może stać się pretekstem do przekładania pracy na wieczne potem. Czemu?

Równi i równiejsi
Bo szybko można się zorientować, że ten miał ciekawsze życie towarzyskie, tamten bogatszych rodziców, a jeszcze inny łatwy start dzięki znajomościom w najważniejszym wydawnictwie. Ale czy to wystarczający powód, żeby się załamywać i nie próbować? Marnowanie swoich umiejętności z powodu rzekomo gorszego życia i czekanie aż ono się polepszy, najlepiej samoczynnie, to prosta droga do uzależnienia się od seriali na Netflixie i lodów w dużych pudełkach. Jedno i drugie serdecznie polecam, ale w rozsądnych dawkach!

Internet. Kocham go i nienawidzę
Dobrze wykorzystany, jest fantastycznym źródłem wiedzy i narzędziem usprawniającym pracę. Moja praktyka niestety wygląda nieco inaczej i szczerze powiedziawszy nie pamiętam w ostatnim czasie dnia, w którym nie zmarnowałam godziny lub dwóch na głupoty pokroju śmiesznych kotów. Czemu dzień w dzień traci się taki kawał czasu? Okej, przypuszczam, że komuś mogło zdarzyć się porwanie, spluwa przy skroni i bycie zmuszonym do oglądania tego - wtedy spoko. Ale zakładam, że w większości robimy to jednak dobrowolnie. Internet daje wybór, a człowiekowi wbrew pozorom taka wolność nie sprzyja. Nieograniczona dostępność do milionów tekstów, filmów, zdjęć i takich tam brzmi świetnie, ale prawda jest taka, że im więcej możliwości, tym ciężej jest odnaleźć w gąszczu treści wartościowe. Przytłoczenie zbyt dużą ilością informacji zakropione lenistwem skutkuje spędzeniem życia w towarzystwie śmiesznych (ale CUDZYCH!) kotów. Niefajnie.

Czy internet pomaga w pracy?
Z badań (pewnie amerykańskich naukowców, ale już nie pamiętam) wynika, że nie do końca. Faktem jest, że funkcjonowanie w stałym kontakcie z technologiami przyczynia się do zmian w mózgu. Jest to jednak problem na tyle świeży, że konsekwencje gwałtownej digitalizacji będą znane dopiero przyszłym pokoleniom. Przyzwyczajanie mózgu do większej i większej ilości bodźców sprawia, że on sam zaczyna się ich domagać. Skutkuje to utratą koncentracji po trzech minutach pracy i problemami z pamięcią długotrwałą. Nie chcę popadać w paranoję ani nikogo straszyć, ale tak po prostu jest, że jednoczesne pisanie, sprawdzanie maili i scrollowanie fejsa naprawdę nie wpływa dobrze na sprawność umysłową i efektywność.

Ponieważ przeniosłam do internetu nie tylko sporą część swojego czasu wolnego, ale również pracę, stopniowo wyrabiałam pewne nawyki. Wielu pewnie nawet nie jestem świadoma. Bardzo wpłynęło to na mój styl uczenia się i pisania. Wiecie, to może się wydawać czymś małym, ale zastanówcie się, kiedy ostatnio napisaliście jakiś dłuższy tekst - wypracowanie, esej, swoje myśli, cokolwiek - ręcznie. No właśnie. Mnie ogarnia strach, gdy myślę o tekście na kartce papieru. Ale jak to? Nie można jednym ruchem przerzucić akapitu trzy linijki dalej? Ja wiem, że to brzmi jak jakieś kalectwo umysłowe, ale tak się czuję.

Zdradliwa wena, raz jest, raz jej nie ma
Na koniec wróćmy do tej weny. Czekać na nią czy nie? Ja najczęściej czekam i widzicie, z jaką marną częstotliwością pojawiają się wpisy. Dziś się przymusiłam i udało się. Można więc powiedzieć, że autoterapia okazała się skuteczna. Niestety wszyscy wielcy tego świata powtarzają jak mantrę, że swój warsztat zawdzięczają systematycznej, codziennej pracy. I trochę też narkotykom. Ale może już bez komentarza :D 

P.S. Dziękuję każdej jednej parze gałek ocznych, która dotarła do tej linijki. Mam nadzieję, że pomogłam poukładać to i owo w głowie.
P.S.2 Mamo, ty się nie liczysz!


zdjęcie: niezawodny Tata Fotografi
wianek: niezawodna Mama-Florystka
fatałaszki: | top - sh | spódnica -Topshop |

7 komentarzy:

  1. W zupełności się zgadzam, ale jednak z konsekwencją i regularnością jest najgorzej zawsze... Aa wianek cudowny! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst. Naprawdę! Zgadzam się z tobą odnośnie tego, że czekając na wenę można przesiedzieć przed pustą kartką, zarówno tą prawdziwą jak i wirtualną, naprawdę spory okres czasu. Chociaż sama piszę na swojego bloga raczej krótkie teksty to moda jest tematem naprawdę trudnym, co często ludziom wydaje się niemożliwe i śmieszne. W rzeczywistości, żeby napisać coś sensownego trzeba się nieźle przymusić a nie czekać na natchnienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moda jest trudna, bo teraz wszyscy o niej piszą (chociaż często mało wnikliwie). Łatwo popaść w utarte schematy, powtarzać treści po reszcie blogerów. Dlatego ja przestałam obserwować większość blogów o modzie, zaczęłam czytać teksty o innej tematyce i próbuję wyrobić świeży punkt widzenia :)

      Usuń
  3. Czasami wenę trzeba do siebie przywiać. A muszę Ci powiedziec, ze Twoje teksty czyta sie niezwykle fajnie, znasz sie na rzeczy i masz naprawdę żyłkę do pisania ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Och dokładnie! Z pisaniem jak ze sprzątaniem albo nauką, wiadomo nie chce się, bo weny brak, bo pogoda za ładna, albo za brzydka, bo pies chce się pobawić, bo koleżanka wydzwania... Ale jak się już raz zacznie to idzie, trzeba dać sobie tylko szanse ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piszę ręcznie pamiętnik, co kilka dni po trzy-cztery strony drobnym maczkiem. Lubię pisać ręcznie. Siadam i godzinę przynajmniej mnie nie ma.
    Ale to by było na tyle. Napisać coś na serio, z początkiem, rozwinięciem, zakończeniem i jeszcze fabułą? Ni cholery. Marzy mi się, żeby mieć w sobie na tyle siły żeby otworzyć worda i faktycznie coś napisać. Chyba, że mam wenę. Wtedy "coś" napiszę. Ale jak z "czegoś" zrobić spójną, całość?
    Chyba jednak wolę koty. :D

    OdpowiedzUsuń

7 komentarzy