7 lut 2016

Och, Gucci!


Dawno nie pisałam o niczym stricte modowym, więc czas na mały powrót do korzeni. A wszystko to przez kolekcję Gucci na wiosnę/lato 2016. Przepadłam całkowicie... Marka pod dowództwem Alessandra Michele kwitnie! Aż trudno uwierzyć, że jest on dyrektorem kreatywnym dopiero od roku, bo jej wizerunek zmienił się diametralnie. Przypadek Gucci przypomina trochę to, co dla Louis Vuitton zrobił Nicolas Ghesquière (ta kampania to było szaleństwo!). Oba, cieszące się ogromną popularnością, domy mody przez lata były synonimem kiczu, a ich monogramy kojarzono raczej z bazarkiem, niż projektami z najwyższej półki. 

Nowa, bardziej wyrazista estetyka czerpie garściami z lat 70. i 80. Nie są to oczywiście żadne dosłowne przeniesienia, a raczej współczesna, mocno podkoloryzowana fantazja o tamtych czasach. Za zdjęcia odpowiada Glen Luchford, którego prace są absolutnie cudowne i bliskie mojemu sercu. Tym razem szczególnie mnie zachwycił, bo umiejscowił najnowszą kolekcję w Berlinie gdzieś około roku '80, a ówczesna popkultura niemiecka sprawia, że robię ohhh i ahhh. W trakcie oglądania tych zdjęć przyszło mi do głowy parę kontekstów, głównie filmowych, którymi chcę się z Wami podzielić. Poza tym, kampania wzbudziła sporo kontrowersji i dyskusji o ideałach promowanych w świecie mody. Ale do tego przejdę za chwilę...

Uwaga! Teraz wszyscy grzecznie puszczają sobie soundtrack do tego wpisu i czytają dalej!

Zacznijmy od początku, czyli o co tyle hałasu? Wiosenno-letnia odsłona Gucci prezentuje się następująco:




Jednak kluczowym do zrozumienia największych zarzutów pod adresem tej kampanii jest film:


Który mocno przypomina pewną scenę:


Wir Kinder vom Bahnhof Zoo (1981)

Książka Christiane Felscherinow oraz jej ekranizacja to absolutna klasyka, ale nawiązywanie do heroinowej przeszłości Berlina Zachodniego zawsze będzie wzbudzało kontrowersje. Gucci szczególnie upodobało sobie "My, dzieci z dworca Zoo", bo nie jest to ich pierwsza inspiracja (film / męska kolekcja na jesień '15). Tym razem podobne są nie kostiumy, ale całe sceny, plenery i jedna z modelek, która bardzo przypomina filmową Christiane F.

kadry z "Wir Kinder vom Bahnhof Zoo"

Heroin Chic

Oczywiście niemal od razu pojawiły się głosy, że Gucci gloryfikuje narkomanię tak, jak w latach 90. robiło to zjawisko heroin chic i fotografowie tacy, jak Juergen Teller, bracia Sorreti czy Corine Day. A co gorsza bazuje na tragicznych wydarzeniach, które faktycznie miały miejsce w połowie lat 70. w Niemczech i dotykały także dzieci.

zdjęcia Corrine Day: England's Dreaming (1993) i Vogue Italia (2003)
zdjęcie Jurgena Tellera (1997) i Corrine Day (1999)

Skąd wzięła się moda na lansowanie AŻ TAK skrajnego wizerunku? Lata 90. były bardzo dekadenckie, zafascynowane rozpadem, naturalizmem, oniryzmem. Zdesperowane, żeby stworzyć nowy styl przekraczający granice lat 80. Wszystko to widać np. w pracach Alexandra McQueena, o których sporo pisałam przy okazji wystawy Savage Beauty. O tych niszczycielskich aspektach heroin chic wspomina też ten dokument z '97...


...w którym pojawia się m.in. kolekcja Gucci ;)

Gucci S/S 1997, zdjęcia: Christian Witkin dla Detour Magazine

Dandysi

Mnie kierunek obrany przez Alessandra Michele kojarzy się najbardziej z dandyzmem, który w duchu XXI wieku przestał już być zarezerwowany tylko dla mężczyzn. W artykule na łamach W Magazine dotyczącym wiosenno-letniej kolekcji Gucci pojawiła się ciekawa wypowiedź jednego z włoskich dziennikarzy modowych: Nowy konsument jest bezpłciowy. Nie chce być uznawany za homoseksualistę, heterosekualistę czy cokolwiek innego. Nie jest to dla niego czymś istotnym.  Nowi dandysi są jednak wciąż ekstrawaganccy, przestylizowani, wręcz groteskowi... 

Gucci S/S 2016,  zdjęcia: vogue.com

I mocno osadzeni w latach 70. Wystarczy spojrzeć na obłędne i bezbłędne garnitury Bowiego, które nie zestarzały się ani trochę na jego androgynicznym ciele. Alessandro po prostu "podkręcił je" błyskiem lat 80. i krzykliwymi dodatkami.

zdjęcie Terry'ego O'Neilla (1974) i David w Monachium (1976)

Deutschland '83 (2015)

Powroty do Niemiec lat 70. i 80. będą z pewnością coraz częstsze. Przy okazji researchu do tego posta, natknęłam się na informację o serialu "Deutschland '83", ale jeszcze go nie oglądałam, więc tylko wspominam, że taka produkcja istnieje. Opowiada o żołnierzu ze Wschodnich Niemiec, który zostaje wysłany jako szpieg za Mur Berliński do RFN. Fajny tekst na ten temat opublikował The Guardian.

kadr z "Deutschland '83"

This Ain't California (2012)

Obecność deskorolki u Gucci przypomniała mi z kolei o chyba najlepszym mokumencie, jaki widziałam w życiu. Jego tematem są narodziny subkultury skejtów w NRD na przełomie lat 70. i 80. i generalnie wyciskanie z szarej rzeczywistości bloku wschodniego ile tylko się da. "Daj  dziecku coś, co ma kółka, i umieść  je w  świecie z betonu - zawsze wpadnie na  ten sam pomysł".

Trafiłam na ten film całkiem przypadkowo (leciał na TVP Kultura) i od razu się wciągnęłam, chociaż deskorolki nigdy mnie nie interesowały. Do samego końca byłam przekonana, że oglądam dokument. Tak mi się spodobał, że pobiegłam od razu do komputera, żeby wygooglować głównych bohaterów i okazało się, że najprawdopodobniej nigdy nie istnieli. Cała opowieść została złożona na nowo ze strzępów historii, a znaczna część scen była tylko genialnie wystylizowaną na tamte lata fikcją (do kręcenia używano kamery Super 8). Wybaczcie ten spojler, ale lepiej się na to z góry przygotować. Sami twórcy nie wypowiadają się na temat autentyczności użytych nagrań. Koniec końców, liczy się efekt finalny, a na mnie nostalgiczny klimat tego filmu zrobił ogromne wrażenie.

"To nie jest Kalifornia" został obsypany nagrodami m.in. na Berlinale, Cannes Independent Film Festival i Warsaw Film Festival. Na jutubie znalazłam tylko oryginał. Na szczęście wszyscy śpiący na zajęciach z niemieckiego (ze mną włącznie, niestety) nie muszą jeszcze płakać. Polskie i angielskie wersje są na tych mniej legalnych stronach, do których nie podam linków, bo przecież wcale nie bywam w takich miejscach. Szukajcie, a znajdziecie!  

fragment plakatu i kadry z filmu "This Ain't California"

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że takie błądzenie od skojarzenia do skojarzenia Wam się podobało i czymś się zainspirujecie. Buziaki!

3 komentarze:

  1. lubie lata 70/80. Maja moc, sa inspirujace! GEnialna kolekcja ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny resarch i skojarzenia... A co do kolekcji uważam, że jest niesamowita i bardzo lubię ten szokujący powrót wcześniejszych lat. Moda musi szokować, o to w niej chodzi. Gdyby taki Gucci nie szkokował, nigdy nie byłoby o nim głośno i nigdy nie stałby się sławny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się bardzo podoba ten kierunek. Do momentu, w którym to są różne subtelne nawiązania i budowanie kontrowersji na skojarzeniach, a nie dosłownościach, ja się pod tym podpisuję!

      Usuń

3 komentarzy