28 lut 2016

Modna i już!


Ja się wyprowadzam z Krakowa, a Kraków co? Organizuje kapitalną wystawę poświęconą powojennej modzie polskiej. Po raz pierwszy wybrałam się na "Modna i już! Moda w PRL" jeszcze w grudniu i - jak się okazało - byłam kompletnie nieprzygotowana. Odruchowo zapytałam panią z obsługi o możliwość robienia zdjęć, chociaż nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek Muzeum Narodowe wyrażało na to zgodę na wystawach czasowych. Nawet nie wzięłam aparatu. A tu proszę: można! W trakcie ferii porwałam więc do muzeum mamę, żeby przygotować porządny materiał. Mama, jak podejrzewałam, przy co drugiej rzeczy rzucała tekstami w stylu babcia miała identyczną sukienkę albo właśnie taki płaszcz rodzice przywieźli z zagranicy. Gdzie są w takim razie te wszystkie rodzinne skarby, ja się pytam?! A bo nikt nie sądził, że ktoś jeszcze będzie chciał to nosić. No i babcia lubiła wyrzucać zbędne rzeczy.

Kill. Me.      

IMG_0438z-horz
IMG_0501z-horz

Co można zobaczyć na wystawie? Duuużo. Zarówno ubiory codzienne, jak i wieczorowe. Przekrój jest spory - od sukienki ze skrawków spadochronu i bluzki z jedwabnej mapy wojskowej (!) po kreacje spod igły Antkowiaka, Hoff czy Paroll. Są suknie balowe i takie z gatunku "do sklepu po bułki". I stroje plażowe, miniówki, dzwony, płaszcze, dzianina, mnóstwo dodatków. Wystawy nie ominął także boom roku '47, czyli New Look Diora. I piękne ubrania nawiązujące do naszej kultury ludowej, którą od lat 50. lansował Instytut Wzornictwa Przemysłowego. W końcu sojusz robotniczo-chłopski miał być podstawą naszej potęgi. 

Mnie oczywiście najbardziej podobały się rzeczy z lat 60. i 70. (boziu, ześlij takie butyyy ♥). Mama-florystka rzuciła się z kolei na folkowe komplety wyszywane motywami kwiatowymi. Tak sobie myślę, że gdybym była kuratorem to zamknęłabym się po godzinach w muzeum i spędziła najlepszą noc życia przymierzając te wszystkie cudeńka. Cholera, całkiem możliwe, że za parę lat będę składała CV do jakiegoś muzeum. Oby nie googlowali mojego nazwiska...

IMG_0478z-horz IMG_0576z IMG_0472z-horz

Jednym z dłuższych przystanków okazała się przestrzeń z sukniami ślubnymi, które KTOŚ (tak, tak, mamo-florystko, do Ciebie mówię!) już Wam zaspoilerował. Jak to mówią, wrogów trzymaj blisko, a członków rodziny prowadzących fanpejdże jeszcze bliżej. Wracając do sukien, od niektórych naprawdę nie mogłyśmy oderwać oczu - były takie nowoczesne! Te kilkanaście zaprezentowanych modeli mogłoby bez problemu posłużyć i dzisiaj. Szczególnie zachwycił mnie kombinezon z 1977 roku zaprojektowany przez Magdę Ignar dla "Mody Polskiej" (zdjęcie nr 3 i 4 poniżej). Nie mam natomiast pojęcia, ile Polek faktycznie miało dostęp do takich wyszukanych kreacji, bo na pewno nie były to rzeczy, po które sięgały przeciętne kobiety. I ile z nich było w ogóle zainteresowanych takim stylem.

IMG_0505z-horz IMG_0504z-horz IMG_0518z-horz

Bardzo podobała mi się też ciekawa aranżacja eksponatów. Pomiędzy ubrania i dodatki wkomponowano meble, zdjęcia, a nawet motocykle i samochód! W tle leciały hity prosto z festiwalu w Opolu. Przyznaję, kilka razy przyłapałam się na nuceniu "Małgośki". Poza tym wyświetlano fragmenty kronik filmowych dotyczących pokazów, sesji zdjęciowych, trendów itd.. Polecam, kupa śmiechu. Można też było obejrzeć z bliska szkice polskich projektantów, a trzy z nich trafiły na pocztówki. Czy Wy też macie wrażenie, że projekt z poniższego zdjęcia wygląda, jak kostium stworzony z myślą o Davidzie Bowie? Nawet ta modelka taka podobna!

IMG_0459z

Żałuję, że dopiero niedawno znalazłam tekst "Zrób sobie wystawę", w którym Dominika Łukoszek a.k.a. Modologia zdradza m.in. jak wyglądały przygotowania do wystawy "‘FootPrint – The tracks of shoes in fashion" w Antwerpii. Wtedy przypatrywałabym się krakowskiej ekspozycji z większą świadomością. Niby wiadomo, że stworzenie takiego wydarzenia to sporo pracy, ale jakoś łatwo o tym zapomnieć wchodząc do n-tego pomieszczenia muzeum. A ktoś te wszystkie rzeczy znalazł, wypożyczył, przywiózł, opisał i ustawił... Jak to wyglądało w antwerpskim Muzeum Mody?

W przypadku antwerpskiej wystawy o butach, która gromadziła około 500 obiektów, dla każdego z nich trzeba podpisać umowę, ustalić warunki przesyłki, a następnie odesłania obiektu po zakończeniu wystawy. [...] Całą instalację wystawy też trzeba zaplanować – czy buty mają być na metalowych podstawkach, czy można uzyskać efekt ich zawieszenia w powietrzu, na jakiej wysokości, w jakiej odległości od witryny, na jakim tle. I gdzie rzutnik, a gdzie wbudować wideo. Na jaki kolor pomalować wnętrze. Jak ma wyglądać oświetlenie sal i obiektów. A zanim ta cała aranżacja się zacznie, to w przypadku instytucji państwowych należy najpierw rozpisać przetarg dla firm, które zgłoszą się jako wykonawcy. Tym zajmowała się kolejna osoba pracująca w muzeum i zewnętrzni wykonawcy scenografii. Na przykład pan, który przygotuje dla tych pięciuset butów pięćset podstawek o różnych wysokościach. I jak słusznie już podejrzewacie buty same nie wejdą na te podstawki. Trzeba je na nich umocować (mocowanie jednego buta to ok. 10 minut, ale już taki sandałek fiu bździu od Louboutin’a, co ma jakieś tasiemki, paseczki i kwiatki trzeba umocnić również od wewnątrz specjalnie dostosowanymi plastikowymi paskami).

IMG_0457z IMG_0460z

Tym, co uderzyło mnie zaraz po wejściu na salę był tłum. Z resztą trzeba też było odstać swoje w kolejce po bilet. I niech mi ktoś powie, że Polacy nie chodzą do muzeów. Zwiedzających była cała masa, ale nie myślcie, że składały się na nią jedynie wzruszone babcie i garstka blogerów modowych. Miło było obserwować całe rodziny z dziećmi (z synami włącznie), mamy opowiadające córkom, pary ciągnące się za ręce i ciągle pokazujące coś palcami, przechadzających się między manekinami panów w średnim wieku, który przyglądali się ubraniom wnikliwej, niż niejedna fashionistka z 50k na Insta.  

IMG_0553z IMG_0541z

Przydałoby się teraz trochę ponarzekać, bo w końcu zawsze można coś poprawić. Daję małego minusa za momentami niezbyt czytelne opisy eksponatów, które umieszczano w dziwnych miejscach. Kilkukrotnie miałam problem z namierzeniem informacji, która okazywała się być przypięta, nie wiedzieć czemu, na innej gablocie.

Po drugie, informacji nie było wiele. Każdej części tematycznej towarzyszyła plansza nakreślająca ogólnikowo kontekst, ale to by było na tyle. Opisy eksponatów były bardzo zdawkowe. Data, właściciel, czasem nawet nie było nazwiska twórcy (co akurat jest zrozumiałe). Ale ani słowa o materiałach czy fasonach. Muzea w ogóle mają tendencje do zostawiania zwiedzających samych sobie. Po części to rozumiem, bo każdy ma prawo w spokoju pomyśleć i stworzyć własne znaczenia. Z drugiej strony, większość osób nie jest znawcami historii i wtedy przydają się dodatkowe wskazówki, jak parzeć. Jakieś podstawy słownictwa specjalistycznego, ciekawostki związane z oglądanymi rzeczami, powody dla takiego, a nie innego ich zestawienia. Ja czasem czuję się zagubiona, nie rozumiem tego, co przede mną postawiono i chciałabym, żeby ktoś mi wytłumaczył. A najczęściej kończy się to siedzeniem w telefonie i wyszukiwaniem nazwisk na Wikipedii. Albo gorzej, zrobieniem listy z etykietką "do sprawdzenia potem". Wystawa się kończy i lista odchodzi w niepamięć. Ale to już takie czepialstwo i moje osobiste muzealne fochy.

Po trzecie, bardzo krótko - oświetlenie. Słabe, żółtawe, kiepskie i do oglądania na żywo, i robienia zdjęć.

Ostatnia sprawa, wystawa została zdominowana przez modę damską i to właśnie do kobiet wyraźnie ją adresowano. Opis na stronie muzeum wygląda następująco:

Świat mody był dla kobiet miejscem ucieczki przed nieprzychylną rzeczywistością komunistycznego państwa. Polki z determinacją podążały za modą, a inspiracje starały się czerpać przede wszystkim z Zachodu. Kobieta chciała być "modna i już!", chociaż w szarej rzeczywistości pustych półek sklepowych nie było to łatwe. [...] Różnorodność ubiorów pokazanych na wystawie "Modna i już! Moda w PRL" jest tak wielka, że współczesne modne kobiety będą mogły pełnymi garściami czerpać z pomysłów swoich starszych koleżanek.

Czy słusznie ograniczono się jedynie do pań? Wiadomo, nie da się pokazać wszystkiego. A staranny ubiór w powszechnym mniemaniu wciąż pozostaje domeną kobiet. Wydaje mi się jednak, że panowie zaznaczyli swoją obecnością, że im także historia mody nie jest obojętna. Następnym razem warto by pomyśleć o większym zróżnicowaniu. Poza tym mnie - kobietę - także interesuje męska garderoba. I na pewno nie jestem osamotniona.

IMG_0557z-horz IMG_0441z

Naszą wielką wyprawę zakończyłyśmy standardowo w muzealnej księgarni, z której najchętniej wyniosłabym wszystko. Ale tym razem do domu pojechała z nami tylko pocztówka.

IMG_0592z IMG_0582z IMG_0587-horz

Stojąc przed sukienką starszą od mojej babci, przypomniał mi się kupiony jesienią szalik, który po dwóch miesiąca owijania i odwijania wygląda, jakby wpadł pod kosiarkę. I spodnie, które już przy pierwszym noszeniu zaczęły zmieniać fason z rurek na boyfriendy. Co po nas zostanie? Jakim "materiałem dowodowym" będą dysponowały muzea w 2090 roku? Wiadomo, haute couture i projektanci działają, ale chodzi mi o rzeczy, po które sięgamy rano do szafy. Czy ktoś będzie chciał oglądać stertę pozaciąganych akrylowych swetrów i zmechacone sukienki?  


zdjęcia: ja i gościnnie Mama Iwona

stylóweczka:
płaszcz - Zara | szal - ukradziony mamie | golf - Zara | spódnica - Topshop | buty - Ara


Garść linków dla dociekliwych:
  • Łałałiła! Muzeum zaszalało z wydarzeniami towarzyszącymi. Są warsztaty, oprowadzania, ale też niesamowici goście - Grażyna Hase, Barbara Hoff i Tadeusz Rolke.
  • CYCKI, CYCKI, CYCKI. Serio. I to jeszcze na blogu muzeum! Matko bosko, co to się dzieje na tym świecie.
  • Animacja przygotowana przez MNK na potrzeby wystawy. 
  • Link pojawił się już gdzieś u góry, ale tekst jest tak dobry, że druga przypominajka nie zaszkodzi. A chodzi o wpis Dominik Łukoszek (Modologia) o byciu kuratorem, tworzeniu wystaw i stażu w antwerpskim Muzeum Mody. Lektura obowiązkowa!
  • Co historia powojennej mody mówi o PRL-u?, czyli wywiad z Aleksandrą Boćkowską - autorką głośnej w zeszłym roku książki "To nie są moje wielbłądy".
  • Jak podrywano piękne kobiety w PRL-u?
  • Seria dokumentów o polskiej modzie lat 50., 60., 70. i 80.. W roli prowadzących Joanna Horodyńska i Paweł Gosk, którzy talentem aktorskim i humorem dorównują grającym w "Dlaczego ja?". Ale wciąż warto, dla materiałów archiwalnych i wywiadów. 


"Modna i już! Moda w PRL"
19 grudnia 2015 - 17 kwietnia 2016
Muzeum Narodowe w Krakowie
(w maju przyjeżdża do Wrocławia!)

11 komentarzy:

  1. Rewelacyjny post :) Mieszkam w Krakowie i od przed-sesją przymierzam się do pójścia na Modę w PRL. Jestem już po sesji, wiec w przyszłym tygodniu się wybieram tam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie przygotowany wpis. Do 17 kwietnia powiadasz... Cóż, może zdążę się wybrać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potem jest jeszcze szansa we Wrocławiu, gdzie wystawa posiedzi pewnie całe wakacje :)

      Usuń
    2. Ja również się wybieram na to.

      Usuń
  3. Na szczęście udało mi się trafić na taką godzinę i dzień, że było zadziwiająco mało ludzi! Co do opisu eksponatów i całej otoczki informacyjnej - mam podobne wrażenia.
    Post oczywiście wspaniały, jak zawsze :3

    PS: Szalik Mamy cudowny, w ogóle rzeczy kradzione mamom są najlepsze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myśmy faktycznie poszły w niedzielę. A o szaliku to mi nawet nie mów! Prosiłam o pożyczenie do Wro, ale się matka kurde nie zgodziła :D

      Usuń
  4. Wspaniały blog! Jestem pod wrażeniem! Zapraszam do mnie: http://mademoiselleeee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

11 komentarzy