18 maj 2018

Jest jak jest

z cyklu: a u t o t e r a p i a


Kiedyś usiadłam i spróbowałam zrobić kolaż o depresji. Nie chcę być jakąś ambasadorką smutku, ale warto co jakiś czas powtarzać sobie i innym, że nieczucie się ok jest na tyle ok, żeby nie robić sobie z tego powodu wyrzutów, ale na tyle nie ok, żeby poszukać pomocy. Albo chociaż przyznać się przed sobą do tych emocji, na początek. Długie trwanie w tym stanie i poddawanie się mu całkowicie zniekształca perspektywę. A potem wstrząśnięci sąsiedzi mówią przed kamerami: A to taka pogodna dziewczyna była. No kto by się spodziewał...

9 lut 2018

Szajn

Mój tekst o terapii grupowej został opublikowany w super fajnym dziewczyńskim miejscu Szajn, a piękne ilustracje do niego zrobiła Żaneta Strawiak i bardzo się cieszę 


17 sty 2018

#strajkkobiet

z cyklu: g i r l  p o w e r

To miał być tylko wpis na instagramie, ale jakoś tak wyszło...
Nie wiem, co mam robić i chętnie poczytam Wasze opinie.

Dziś w całej Polsce odbywają się kolejne strajki kobiet, tym razem z powodu odrzucenia w przedbiegach projektu Ratujmy Kobiety. Do drugiej rundy dostał się za to ten przewidujący m.in. zaostrzenie obecnego prawa aborcyjnego.

Jestem przerażona, bo piszę licencjat o Hercie Müller, czytam o koszmarach, jakie w ówczesnej Rumunii zgotował totalitaryzm, o niewyobrażalnych cierpieniach spowodowanych polityką przymusowego rodzenia i nie mogę przestać budować analogii.

Jestem przerażona tabloidową jakością debaty społeczną wokół polityki okołoporodowej, edukacji seksualnej, molestowania itd. Ciągle kręcimy się w kółko, zewsząd padają te same zarzuty: że lewactwo, że zachęcanie dzieci do seksu, że pewnie sama chciała, a teraz próbuje wyciągnąć od niego kasę, że cesarka to lenistwo, że z in vitro to nie miłość, że każda powinna poświęcić swoje życie na niekończące się rehabilitacje i walkę o każdy grosz, byle wyrwać dla cierpiącego dziecka jeszcze jeden dzień życia, bo tak jest szlachetnie, że bóg by tego nie chciał. Możesz tłumaczyć, dyskutować, że chodzi tylko o wybór, bo wolność = możliwość podjęcia własnej decyzji. Że chcemy uczyć szacunku do siebie i innych. Że nikt nie ma wątpliwości, że mówimy o sprawach trudnych moralnie. I nic. Nie i już. To samo słychać było rok, dziesięć i dwadzieścia lat temu.

Nie mam siły, bo przestaję czuć, że kogokolwiek (poza garstką już przekonanych) to obchodzi. Nie rozumiem, dlaczego wciąż tyle kobiet uważa, że ich te protesty nie dotyczą albo wręcz działają na niekorzyść. Ile z nich naprawdę próbowało zgłębić temat i wyrobić sobie własną opinię?

Nie mogę spać, fatalnie się czuję i przyjście na dzisiejszy protest kosztowałoby mnie sporo wysiłku, ale zrobiłabym to, gdybym czuła, że to ma sens. Na chwilę obecną nie czuję nic.

Może z tych katastroficznych nastrojów chociaż jakaś fajna sztuka będzie…

P.S. Jeśli macie ochotę na bardziej bojownicze teksty w tym temacie to proszę się częstować w archiwum: #czarnyprotest i te strajki to przecież bez sensu