29.01.2016

Kolejny taki wpis po śmierci Davida Bowiego

Stykówka z 1973, fot. Brian Duffy

W ostatnich tygodniach było nam dane usłyszeć/przeczytać mnóstwo patetycznych pożegnań i naprawdę dużych słów. I nie ma w tym nic dziwnego, bo o istnieniu Davida Bowiego wie każdy średnio rozgarnięty człowiek. Nie ma opcji, żeby tak kompletnie nie skojarzyć tego nazwiska, twarzy albo któregoś z hitów. Przy okazji po sieci zaczęły krążyć historie ludzi, którzy zamiast bajek oglądali nagrania z koncertów z lat 70., a na przedszkolne bale chodzi przebrani za Ziggy'ego Stardusta. Niestety nie byłam jednym z tych kulturalnych maleństw.

Pierwsze zarejestrowane przez mój mózg zetknięcie się z Davidem nie wyglądała wcale tak, jak bym sobie tego dzisiaj życzyła. No co zrobić, historii już nie zmienię :D Mianowicie, gdzieś około piątej klasy podstawówki TVN zaczął emitować "You Can Dance" i w finalne pierwszej edycji Gleba i Roofie zatańczyli house'owy duet. Wyglądało to tak. Zakochałam się w ich choreografii, którą potem odtwarzałam z przyjaciółką w domowym zaciszu obijając się o szafy i drzwi. Doskonale pamiętam zachwyt nad piosenką, do której tańczyli (zgadnijcie czyją!), więc postanowiłam znaleźć ją w sieci. Okazało się, że był to remix "Let's Dance". Czuwający nad moją edukacją muzyczną rodzice postanowili zaznajomić mnie z oryginałem, ale dla mnie było to tylko jakieś wolne badziewie z saksofonem, facetem w żółtych włosach i bujającymi się w barze ludźmi. Nie tego wtedy szukałam.

13.01.2016

W zawieszeniu


Dziś pożegnałam najlepszą przyjaciółkę. 
Tym samym wyczerpała się już moja siła i odporność na najbliższy czas.

11.01.2016

1947-2016

Nowy rok zapowiada się wyśmienicie...

28.12.2015

Meduza

Nowa filmowa inspiracja:

"A modern tale of cross-species friendship set in an experimental soundscape"

reżyseria Leigh Johnson
muzyka Pauline Oliveros i Maggie Payne