22 cze 2017

Przyjemniutko


Zdałam. Dziś. Ostatni. Egzamin. fakjeeeee

Ten wpis będzie leciutki, przyjemniutki i kolorowiutki, bo tak się czuję (właśnie przefarbowałam włosy na niebiesko). Co najmniej 5 kilo lżejsza ze szczęścia, ulgi i stresu, który skutecznie obrzydzał mi jedzenie przez ostatnie dni. Spędziłam kilka tygodni głównie na przygotowywaniu się do nauki, mówieniu o tym, że muszę się uczyć i - w końcu - na nauce.

Zdarzały się oczywiście dni, w których wybitnie nic nie robiłam. Znaczy się nic naukowego, bo patrzenie w ścianę to już przecież coś. Takiego właśnie kryzysowego dnia pomyślałam o przyszłej-dzisiejszej sobie:
➱ tak niewyspanej, że nawet korektor pod oczy z Maca nie pomaga
➱ muszącej oddać książki do ośmiu bibliotek rozsianych po całym mieście
➱ uciekającej z piskiem na widok tomiku wierszy
(nadmiar poezji szkodzi bardziej niż marihunaen - wniosek na podstawie badań empirycznych)

ALE stojącej w obliczu nowego wyzwania.

Na które dobra kultury rzucić się w pierwszej kolejności już po wszystkim? Które książki, seriale, filmy? Będę cała wasza, o ile nie jesteście poezją i nie ma was w kanonie szkolnym. Weźcie mnie i nie oddawajcie.

Zrobiłam listę tych cudownych pól do eksploracji, a części z nich nawet profesjonalną sesję dywanowo-parkietową. Na moje szczęście, wybrałam bezpieczny grunt, bo prawie same dziewczyńskie rzeczy, a twórczość kobiet i kanon szkolny raczej się nie dodają, hehe. I dziś, w końcuuuuu zabieram się za konsumpcję.

Nie przedłużając...


k s i ą ż k i
➱ Poniedziałkowe dzieci Patti Smith (odświeżyć)
➱ Eseje wybrane Virginii Woolf (doczytać)
➱ Mit urody Naomi Wolf (doczytać)

g a z e t y
➱ Girl's Room
➱ Przekrój

m u z y k a
➱ Horses Patti Smith
➱ Escape Velocity Theo Croker
➱ Beach house z cudowną Victorią Legrand

s e r i a l e
➱ Anne with and E
➱ Freaks and Geeks
➱ Muminki

p o c z t ó w k i 
przedstawiające kobiety, którym chcę się przyjrzeć
➱ Tove Jansson
➱ Frida Kahlo
➱ Louise Bourgeois

... tak będę spędzać wakacje.


p s
widzicie ten piękny obraz?
obraz, o którym już tu pisałam.
mój ulubiony obraz.
dostałam w prezencie jego mniejszą wersję.
i troszkę umarłam z wrażenia.
dzięki po raz setny, Ania 



Trzymajcie się i trzymajcie mnie!

4 cze 2017

155. rok paryskiego spleenu
Impresje z podróży


Istnieją natury czysto kontemplacyjne i niezdolne do czynu, które jednak, pod wpływem tajemniczych bodźców, działają czasem z energią, jakiej by same nigdy po sobie nie oczekiwały. Do tej pory źródłem tej energii były dla mnie podróże. Ale nie tym razem. Pomyliłam się.

Było zimno i wilgotno od deszczu, a ja utknęłam na kilka dni w przyjemnym dla oka, ale pozbawionym walorów grzewczych, płaszczu. Wyruszyłam wgłąb miasta wczesnym rankiem. Z dala od głównych ulic przyglądałam się domom mieszkańców 19. dzielnicy. Google maps doprowadził mnie do zamglonego, pofałdowanego parku des Buttes Chaumont. Miał kształt półksiężyca. 


Z całej wystawy fotografii Patti Smith, na której byłyśmy z Marfą kilka miesięcy temu w Sztokhomie, pamiętam tylko dużo zdjęć nagrobków. Mój organizm najwidoczniej włożył całą energię w próbę przetworzenia obecności samej Patti. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, żeby podróżować po świecie z zamiarem odwiedzenia konkretnych zmarłych, ale Paryż wydał mi się dobrym miejscem, żeby spróbować.

I tak znalazłam się na cmentarzu Père-Lachaise.


Plan był prosty: znaleźć parcelę nr 6.

Gdy zbliżałam się do celu, po raz pierwszy tego dnia zza chmur wyszło słońce. Pomyślałam, że muszę być już blisko. Moje rozczarowanie było ogromne, gdy zatrzymała mnie bezlitosna siatka. Cóż, musiało mi wystarczyć spojrzenie z odległości paru metrów. Próbowałam z całej siły chłonąć krajobraz i zastanawiałam się, czy coś z niego przeniknie do mojej duszy. Przez kilka sekund uparcie chciałam zrozumieć tę tajemnicę; ale wkrótce spadła na mnie rezygnacja.

W okolicznych alejkach pojawiali się ludzie szukający punktu, w którym stałam. Rzuciłam jeszcze szybkie spojrzenie, puściłam "Peace Frog" i odeszłam. Wróciłam się potem jeszcze tylko po niewielki kamyk i kawałek mchu.

Najwyraźniej nie tylko na mnie Jim Morrison działa elektryzująco, bo 46 lat po jego śmierci ludzie nadal tłumnie tu przychodzą, nawet w środku tygodnia. Urzekła mnie mała karteczka przyklejona na nagrobku (oznaka determinacji, której najwyraźniej nie powstrzymała siatka). Krótko i na temat: Gracias, Jim.


O pierwszej w nocy.

Niezadowolona z siebie, niezadowolona z innych, chciałabym wśród ciszy i samotności nocy odzyskać choć odrobinę siły. Karla śpi, a ja napełniam kolejny kieliszek. Czeka nas kilka godzin ciszy, a może i wypoczynku.


Muzea.


Akt I. Sztuka współczesna
miejsce: Centre Pompidou
postaci: zdezorientowany tłum

Picasso
O!
Muszę do musée
Pięć pięter
Idiotyczności
Dziecko by tak nabazgrało
Okropność
Udawania czas start


Akt II. Sztuka XIX wieku
miejsce: Musée de l'Orangerie
postaci: kontemplujące jednostki

Jakie to. Ładne.


Tego dnia wzruszyłam się trzy razy.

Pierwszy i drugi raz przytrafiły mi się w Musée de l'Orangerie i Musée d'Orsay. Na impresjonizm nie ma mocnych. Wracając na ulicę, czułam się w doskonałej zgodzie ze samą sobą i z wszechświatem.

A trzeci zachowam dla siebie.


To miasto dusi mnie swoim dziwacznym zapachem, który zdaje się unosić wszędzie. Czuję się przytłoczona i nic nie rozumiem. Nie potrafię dopasować żadnych znaczeń.


Spędziłyśmy ze sobą cały długi dzień, który mnie wydał się krótki. Trochę zmęczone, postanowiłyśmy usiąść. Kawiarnia błyszczała. Wypiłyśmy kawę (ty) i gorącą czekoladę (ja) w emaliowanych kubkach. Obok urocza para Japończyków robiła sobie zdjęcia. Mieli na sobie takie same, beżowe płaszcze. Na ulicy przystanął chłopak poprawiający na ostatnią chwilę transparent.


Jestem wdzięczna za możliwość doświadczenia na własnej skórze manifestacji, w której ludzie uczestniczą tłumnie i nie wstydzą się. Ich twarze miały w sobie niezwykłą powagę. Wiedzieli, po co tam przyszli. Wiedzieli, że to ma znaczenie. Stali w zwartej grupie dla sprawy. Słuchając przemówień, czuje się strach, chciałoby się rozpłakać, a jednocześnie jest się szczęśliwym... 

Tymczasem dookoła życie nie zwalniało. Deskorolki stukotały miarowo na krawędziach płyt chodnikowych. Ponad głowami zgromadzonych Marianna, mocna i dumna jak słońce, kroczyła Placem Republiki.


Nie każdemu jest dane brać kąpiel w wielkomiejskim tłumie: rozkoszowanie się nim jest sztuką. Sztuką, które chyba nie posiadłam. Zwróciłam się do jednego z tych ludzi i zapytałam, dokąd tak idą. Nawet na mnie nie spojrzał, bo ze strachu zapomniałam wypowiedzieć tych słów na głos.


Nie sądziłam, że to możliwe, ale zniekształcony przez ulicę i szum tłumu francuski przypomina brzmieniowo polski. Jakim cudem? Może po prostu szukałam jakiegokolwiek punktu zaczepienia?


Zdawało mi się, że tam, gdzie mnie nie ma, byłabym zawsze szczęśliwa, i sprawa przeprowadzki była przedmiotem ciągłych dyskusji z moją duszą. Teraz nie jestem do tego ani trochę przekonana.


Zapada zmrok. Myśli nabierają miękkich i niepewnych barw zmierzchu. Różowe blaski trwają jeszcze na horyzoncie. Próbuję zanalizować mój niespodziewany ból. Dlaczego było tak trudno?

Ostatni raz przejeżdżam przez Paryż, wracając samotnie do siebie. 




Specjalne podziękowania należą się Charlesowi Baudelaire'owi za opublikowany w 1892 roku Paryski spleen, pomoc w wyrażeniu moich myśli i wprowadzenie "narzekania" na najwyższą półkę literacką.

5 maj 2017

Siostrzeństwo




Ostatnio mam szczęście do filmów i pomyślałam: kurcze, kurcze, muszę to wykrzyczeć całemu światu. Captain Fantastic Matta Rossa tak mnie zachwycił, że obejrzałam go dwa razy, dzień po dniu. Drugi raz z mamą, którą zaciągnęłam prawie siłą, a potem sama się wciągnęłam i przez przypadek wysiedziałam już do końca. Genialny, i fabularnie dość podobny (relacja ojciec-dziecko), był też Paryż, Texas Wima Wendersa - klasyk, do którego zbierałam się długo za długo, ale udało się i zapamiętam go na długo.

ALE

Właściwie to nie o tym dziś chciałam. Jest jeszcze jeden film, który zawierał tyle inspirujących wątków, że zasługuje na osobny wpis. I oto on. Więc do rzeczy: dla 20th Century Women warto rzucić wszystko i spędzić dwie godziny na kanapie. Ja jednak spędziłam cztery, bo po pierwszym razie stwierdziłam, że to o jeden raz za mało. Zaraz się przekonacie dlaczego.




Akcja filmu rozgrywa się w latach 70. Jest więc kontrkultura, ówczesny feminizm z chociażby Sisterhood is Powerful Robin Morgan, bardzo dużo muzyki, w tym kilka miłych nawiązań do Davida Bowie, i nawet przez ułamek sekundy widać na zdjęciu Patti Smith. Brzmi jakby ktoś połączył 10 ostatnich wpisów na tym blogu? Trochę tak. Jest taka szansa, że odpowiedzialny za reżyserię i scenariusz Mike Mills jest po prostu moim męskim alter ego.

ALE

To wszystko, o czym napisałam wraz z cudownie estetycznymi zdjęciami, scenografią i kalifornijskimi plenerami... To są tylko dodatki do historii kobiet XX wieku (od razu nasuwa się pytanie, jak zostaną sportretowane kobiety XXI wieku). Próbującej nadążyć za swoim nastoletnim synem Dorothei, zaprzyjaźnionej z chłopakiem Julie oraz fotografki Abbie. Uwielbiam wielowymiarowość bohaterek i jednocześnie jest mi strasznie przykro, że ich "kobiece problemy" ciągle są tak aktualne.




Wszystkie trzy próbują żyć po swojemu, reprezentują inne wizje kobiecości, są silne i słabe w inny sposób, mają inne doświadczenia życiowe. A jednak w jakiś sposób troszczą się o siebie i znajdują wspólny język... albo przynajmniej próbują. Trudno tu mówić o jakimś bardzo wprost przekazie albo puencie, co w moich oczach jest komplementem. Ten film jest jak dobra powieść albo wiersz, który zostawia dla odbiorcy pole do zagospodarowania przez własną wyobraźnię i perspektywę.

No dobra, zostawiam was już z kadrami! Bardzo się starałam, żeby wybrać fragmenty, które oddzadzą klimat, nie spojlerując jednocześnie za wiele. Chyba się udało, więc wchłońcie jak najwięcej barwy, brzmienia i ducha '79, a potem... kontynuujcie ten proces oglądając cały film ☮ ♀



We always believed that we were part of a great movement of humanity itself...









- Can’t things... just be pretty? 
- Pretty music is used to hide how unfair and corrupt society is. 
- Ah.





She grew up in Santa Barbara where everyone is happy, but that just made her feel crazy.


She saw „The Man Who Fell to Earth” and dyed her hair red.


I was so cocky, and I was so angry, and I was so happy.





These were a bunch of songs that I think my life would have been better if they had been around when I was a teenager. So I'm hoping that if you listen to them now, you will be a happier and more realized person than I could ever hope to be.





- Were you ever in love? 
- Sure. Or, um… Maybe I was just… I felt I was supposed to be in love.










- What’s it like... for girls?
- What? Sex?
- Orgasms.
- Do you really want to know what it's like?
- Yeah.
- I don't have them. None of my friends do.





It's 1979.
They don't know this is the end of punk. They don't know that Reagan's coming.
It's impossible to imagine that kids will stop dreaming about nuclear war.
It's impossible to imagine HIV.
The internet.





There's a hard part and then it gets better. And then it gets hard again, but never mind. 
I shouldn't have told you that part.







20th Century Women (2016)
Mike Mills