06.12.2016

Małż

z cyklu: g i r l  p o w e r


Wiek 24 lata, stan cywilny: samotna narzeczona karierowicza-pracoholika, kochanka żonatego, oficjalnie panna, panna koziorożec. Niemiła, niekulturalna, z nałogami i obwisłymi cyckami.

– No i jak? Może się z tobą wybiorę po sukienkę? – mama proponuje. – No skoro Mateusz czasu nie ma.
– Mateusz się wyprowadził mamo. 
– Pokłóciliście się? O co? 
– O nic. Po prostu. 
– No ale jak to? Goście na ślub zaproszeni, wujek Heniek nawet sobie krawat kupił, zaproszenia zamówione, jak to tak, pokłóciliście się, tak bywa, pogodzicie się. 
– Mamo, nie będzie żadnego ślubu. 
– Anielka z Radkiem mieli przyjechać z Niemiec, zaliczka już w restauracji, przepadnie i co? I co będzie?
– Mamo, już ci mówiłam, nie będzie ani ślubu, ani wesela. 
– Tak nie można, już w urzędzie termin wyznaczony… goście… zaliczka… Jak to? Wszyscy się poobrażają na nas, że zapraszamy, a potem odwołujemy… 
– No to idźcie beze mnie. 

Prawdziwa kobieta nosi bieliznę dwadzieścia cztery godziny na dupę, a ja chcę sobie napisać na czole – nieczynne, nieczynne, de namber ju ar trajink tu ricz iż karentli anawejlbl, pliz dont traj egejn.

Jak walczyć ze zmarszczkami? 
Jak walczyć z tłuszczem? 
Jak walczyć z własną głową? 
Jak skutecznie walczyć ze sobą? 

Te nieskazitelne białe wytwory z fotoszopa. Patrzą jak jadę bez biletu na rozmowę w sprawie pracy. Patrzą jak rano w poniedziałek kupuję gazetę, patrzą z kolorowych okładek, z bilbordów, patrzą z uśmieszkiem, z rzędem białych zębów, bądź piękna, bądź piękna, bądź piękna. Ich czyste sny, czyste myśli. Ich głuche milczenie, kiedy jakiś zboczeniec wsuwa im rękę między uda w zatłoczonym autobusie. Ich brak głosu w ważnych kwestiach.

Pamiętaj, brzuch należy mieć wciągnięty, a piersi duże i pełne, włosy długie bez końcówek rozdwajających się, twarz uśmiechnięta, zęby wyszczerzone. Piękna kobieta zna swoje miejsce.

Dociera do mnie, co się na świecie dzieje, pan z ekranu telewizora mówi głosem cieplutkim jak zwymiotowana przed chwilą gorąca zupa mleczna wpychana dzieciakom do gardeł przez brzydkie panie przedszkolanki, mówi tym głosem do mnie i do kilkunastu albo kilkudziesięciu tysięcy gejów, nie bójcie się, my chcemy wam pomóc, chcemy was uleczyć, wyleczymy was z waszej choroby, porozklejamy plakaty: zakaz pedałowania i od razu zrobi się lepiej. Chcemy wam pomóc, zajebiemy was kutasy, jak się nie przestaniecie pieprzyć między sobą, zajebiemy was odmieńcy, jego oczy mówią w ten sposób, jego zmarszczki układają się w wielkie wypierdalać pedzie, a z ust wypływa cieplutki głosik, chcemy wam pomóc, chcemy was uleczyć, z tego samego powodu, z którego chcemy uleczyć czarnuchów, aby się wreszcie biali stali, chcemy uleczyć kobiety, które nie chcą rodzić nam następnym podobnych do nas skurwysynów, pomożemy wam, nie traćcie nadziei.

Ona nigdy nie ma orgazmu. Psychologię skończyła na samych piątkach, stypendium za dobre wyniki w nauce, suknię ślubną to sobie sama uszyła. Taka jest. Dobra dziewczyna. Nigdy nie ma. 
Kiedyś jak miała siedem lat, pojechała na wieś do cioci i wujka. Spali w jednym łóżku. Ciocia z brzegu, Mariolka w środku, wujek od ściany. Coś ją wybudziło ze snu, koszulę nocną miała pod szyją, wujek dziwnie sapał, nie spał, dziwnie sapał i głaskał ją po brzuchu. Nie powiedziała o tym cioci, ani mamie, ani tacie. Nikomu. Ani misiowi pluszowemu. Była na tyle duża już i na tyle mała jeszcze, aby wiedzieć, że kiedy coś się stanie złego to nawet miś pluszowy nic. 
Ona nigdy nie ma orgazmu.

Ja to używam, a pani nie? Przecież reklamują, musi być dobre, skoro reklamują. Domestos do mózgu, nieskazitelna biel, zabija wszystkie zarazki na śmierć. Żadna niepoprawna myśl do głowy ci nie przyjdzie.  

Po raz kolejny wszystkim grzecznie dziękuję i mówię do widzenia. Tak jak zawsze mnie mama uczyła. Powiedz grzecznie do widzenia. Pożegnaj się z panem i z panią. Daj cioci buziaka, daj się uściskać wujkowi.  

Wiem, że muszę trzymać pion. Jeszcze uda mi się znaleźć dobrą pracę, kogoś poznać, mieć normalnego mężczyznę i dziecko z nim, mieć zapłacone światło, gaz i telefon. Będę się godzić na wszystko, na nieporuszanie drażliwych tematów przy obiedzie, na czekanie do późna, na sobotę i niedzielę z teściami na działce. Będę zawsze wilgotna i zawsze gotowa, pozwolę się przywiązać kablem do łóżka, nie będę zazdrosna o romans na boku, wszystko wybaczę, będę wierna, piękna i uległa. Będę wszystkim nadskakiwać. Moja kupa będzie pachnąca i różowa jak domek dla barbi.  

Będę znać na pamięć swój pesel, nip i regon, nauczę się lepić pierożki, kupię żelazko i wyprasuję wszystko. Wyprasuję sobie nawet uprzejmy wyraz twarzy, a później złożę go w kostkę i ułożę na półeczce.  

Patrzą na mnie nieruchome bilbordy, manekiny, białe zęby, zadowolone twarze. Skoro oni mogą być szczęśliwi, to ja też mogę. Jeszcze wam wszystkim pokażę. Pokażę wam jak będzie. 
Dopiero po chwili coś dostrzegam. Przyjazny uśmiech pięknych twarzy na bilbordach zmienia się w lekceważący pełen cynizmu grymas. 
Oni nadal patrzą na mnie. 
Nie wierz im, nie wierz – słyszę w głowie… 
To nic. Jeszcze będzie normalnie. Jeszcze będzie… Jeszcze…

Marta Dzido


PS. Jak widać na zdjęciu, Dzido napisała dwie książki i tę drugą też warto.
A jeszcze więcej polskiej literatury poleciłam na insta.  

12.11.2016

psychodelia

Lato było i minęło. Jest zimno, jest ciemno, jest smutno. Ostatnio dzieje się u nas tyle okropnych rzeczy. Jakbym mogła to bym przeleżała te deszcze i wrzaski pod kołdrą pachnącą ziołami i leżałabym tak do maja albo czerwca. Ale nie mogę, więc chociaż ponacieszam oko i ducha psychosztuką. Od razu pomyślałam o ekshibicjonistycznej część mojej duszyczki, która nie pozwoli mi przecież cieszyć się samotnie. A ta myśl zgrała mi się z drugą, mianowicie taką, że dawno już nie publikowałam inspiracji. 

Przysiadłam więc pewnego wieczoru do komputera, a jak już porządnie przysiadłam i otworzyłam najstarsze archiwa to łooo matkooo. Przepadłam na trochę w tych kształtach, dźwiękach i kolorach, ale już wróciłam. Radzę uważać, bo od tego wariactwa może się zakręcić w głowie albo, co gorsza, przestawić tak bardzo, że rzeczywistość nie będzie już dawała się zaakceptować. 


Nowy image Brodki jest totalny i totalnie go kupuję. 


Pod wpływem tych zdjęć śniło mi się, że wylądowałam na Carnaby Street. 
W 1968. Nie znoszę przebudzeń po pięknych snach.


| Carnaby raz jeszcze | wejście do kultowego Dandie Fashions przy King's Road | jakiś chłopiec oraz ekipa The Jimi Hendrix Experience w dandy stylówkach | wnętrze - ? | sesja dla Vogue z 1970 |


Duński kolektyw The Fool jest wielkim nieobecnym w masowych wyobrażeniach o sztuce psychodelicznej, choć ma na swoim koncie wiele ważnych realizacji. Jego członkowie ściśle współpracowali z Beatlesami. Byli odpowiedzialni m.in. za stroje muzyków (na przykład te zaprezentowane w trakcie transmisji "All You Need Is Love"), ich instrumenty oraz za wygląd sklepu Apple Boutique istniejącego w latach 1967-8 (na zdjęciu projekt materiałowej metki wszywanej w ubrania). W LA pokryli muralem - wówczas największym na świecie - Aquarius Theatre z okazji premiery musicalu Hair, fot. Richard Wojcik.


Gdybym musiała wybrać jeden zespół i słuchać go do końca życia, zdecydowałabym się 
na Doorsów. Mamy już taki stały cykl. Przez 3/4 czasu słucham ich "do porzygu", po 
czym stwierdzam, że już wszystko znam i dłużej nie mogę i mam dosyć i chcę 
techno. Ale Jim zawsze wraca, czy raczej ja wracam do niego. W 
Sztokholmie kupiłam sobie piękną koszulę z haftowanymi 
kwiatami. Jeszcze skórzane spodnie, duży pasek 
i stylówkę na lato '67 będę mogła uznać za 
skompletowaną.



Alię i jej prace odkryłam dzięki Instagramowi (@alia_pop). Jest boska!



Moki Cherry w swoim domu w Sztokholmie (Gamla Stan).
Przez nią i Matisse'a jestem rozczarowana moimi białymi ścianami, jak nigdy dotąd.


| skan magazynu Dazed z 2007 | fragment zdjęcia zrobionego przez surrealistyczną artystkę Claude Cahun; polecam jej twórczość wszystkim zainteresowanym tematyką gender, bo mało komu udaje się tak bardzo wyprzedzić swoje czasy, jak właśnie jej | wnętrze - ? | Lily Cole dla Vogue Nippon, fot. Tim Walker |


 Knees in tub, Sandy Skoglund, 1977



| materiał - ? | napis - ? | wnętrze - ? | Marianne Faithfull | wnętrze - ? | okładka płyty Chartbusters USA Vol. 3 | tomik poezji "Its World That Makes The Love Go Round" | zdjęcia członków The Fool | plakat Petera Maxa, 1971 |



| Vivienne Westwood w Let It Rock, 1972, fot. David Parkinson | ilustracja Petera Maxa | wnętrze z książki "The House Book" Terence'a Conrana, 1986 |

02.11.2016

O mnie

W tym roku dostałam się na drugi kierunek na Uniwersytecie Wrocławskim, w związku z czym od miesiąca jestem studentką Komunikacji Wizerunkowej. Wszystko stało się spontanicznie na zasadzie: a dobraaaa, co mi szkodzi spróbować się dostać. I dostałam się.

Czy za pomocą przedmiotów można przedstawić swoją osobowość? Według mnie nie, ale takie zadanie dostałam na zajęciach i musiałam spróbować. Kreatywne studia to całkiem inny świat i fajnie jest być jego częścią. Przy tym projekcie czułam się tak, jakbym przygotowywała nowy wpis na bloga, a nie pracowała na zaliczenie przedmiotu. Pomyślałam, że szkoda by było, żeby taki temat się zmarnował, więc...

oto jest nowy wpis i kilka rzeczy o mnie:



♢ ulubiona książka wszech czasów: "Poniedziałkowe dzieci" Patti Smith (ochy i achy na jej temat wylałam z siebie w tym wpisie)

telefon i wysłużony laptop, bez których nie byłoby bloga i wszystkiego, co z nim związane

"Myśli różne", czyli zeszyto-pamiętnik towarzyszący mi wszędzie i zawsze 

pocztówka z Davidem Bowie, bo moja miłość do Davida idzie łeb w łeb z miłością do pocztówek

suszone kwiaty, pięknie uzupełniają się z pocztówkami

puszka na skarby z krakowskiego targu staroci, który odwiedzam, gdy tylko przyjeżdżam do rodziców; szperanie to mój żywioł, dawanie rzeczom drugiego życia też

Olympus Mju II, od kilku miesięcy większość zdjęć na blogu jest robiona właśnie tym maleństwem; cały czas zastanawiam się, dlaczego analogi pojawiły się w moim życiu dopiero teraz?!

psychodeliczny kolaż Moki Cherry, który widziałam ostatnio w Moderna Museet w Sztokholmie...
bo kolaż, bo psychodelia, bo muzeum i bo sztuka współczesna

♢ i w końcu pościel z rycinami ziół, dzięki niej mam w mieście namiastkę natury i same magiczne sny; szkoda tylko, że jej pochodzenie nie jest takie magiczne (IKEA)